Zauroczyłam się przepisem Magdy. Amarantus w wersji pieczonej to coś, co od dawna siedziało mi z tyłu głowy, ale nie dało żadnego znaku aż do wczoraj, gdy ujrzałam ten przepis. Wiedziałam, że musi być dobre. Myliłam się... Było ZNAKOMITE!! :)
Moja modyfikacja - bez cynamonu, imbiru i kardamonu. Również bez jabłka. Czyli mniej jesiennie, ale za to... z malinami! (z ogródka, jakbyście jeszcze nie zdążyli się zorientować, że mam to szczęście ;))
Pierwszy raz dodaję posta śniadaniowego o 10 wieczorem :D Cały dzień miałam zajęty. Do tej pory rzadko się to zdarzało, ale patrząc na cały plan zajęć (zwykłych i dodatkowych), myślę, że będę musiała się zacząć przyzwyczajać :) Ale wiecie co? Podoba mi się to :D
Smacznego! (a raczej dobranoc, o ile ktoś przeczyta ten post jeszcze dziś)
Mayamee :)